Ekstraliga Rugby: mistrzowie za mocni dla Juvenii

W meczu piątej kolejki Ekstraligi rugby, Ogniwo Sopot zdominowało Juvenię Kraków na jej własnym boisku i pewnie wygrało 27:3 (10:3). Podopieczni Konrada Jarosza ostrzyli sobie zęby na pokonanie mistrzów Polski podobnie, jak to miało miejsce przed rokiem. Tym razem nie było jednak mowy o niespodziance. Goście wykorzystali przewagę doświadczenia oraz warunków fizycznych i wywieźli spod Wawelu cenny punkt bonusowy.

Podobnie, jak w kilku ostatnich spotkaniach z udziałem rugbistów Juvenii, przez znaczącą część pierwszej połowy utrzymywał się bezpunktowy remis. Krakowianie mocno bronili, ale mieli też swoje okazje na zdobycie punktów, których niestety nie wykorzystali. Wynik „pękł” po niespełna 30 minutach gry, gdy pierwsze ze swoich dwóch przyłożeń zdobył środkowy Ogniwa Sopot – Mateusz Mrowca. Drugą piątkę przed przerwą dołożył potężny Gruzin Irakli Ciwciwadze. Gospodarze odpowiedzieli rzutem karnym, który celnie wyegzekwował Igor Kocimski i tym samym zachowali kontakt z utytułowanym rywalem przed drugą częścią starcia.

Po przerwie to nadal mistrzowie Polski mieli w swoich rękach więcej atutów i skutecznie je wykorzystywali, zdobywając kolejne trzy przyłożenia i zapewniając sobie zwycięstwo z punktem bonusowym. – Ogniwo umiejętnie wykorzystało swoją przewagę fizyczną oraz doświadczenie. Doskonale wiedzieli, że jeśli zmęczą naszą obronę kontynuacyjną grą młyna, to w końcu otworzą sobie drogę na pole punktowe. W defensywie z kolei umiejętnie przerywali naszą grę – czasem nawet nieprzepisowo, za co sędzia dyktował rzuty karne, jednak na tyle mądrze, że nie groziło to wówczas stratą punktów, czy bezpośrednim niebezpieczeństwem dla ich pola punktowego – komentował po meczu trener Juvenii Konrad Jarosz.

- To był dla nas bardzo trudny i twardy mecz. Chłopaki wykonali ogrom pracy w obronie, ale znów pojawiło się sporo niepotrzebnych i prostych błędów w ofensywie, po których traciliśmy piłkę, a więc również inicjatywę. Zagraliśmy chyba też najsłabszy mecz jeśli chodzi o młyny dyktowane. Nawet po wprowadzeniu zmian przewaga Ogniwa w tym elemencie była wyraźna – podsumował szkoleniowiec.

Trener mistrzów Polski, Karol Czyż nie krył zadowolenia z postawy swoich zawodników którzy odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu. - Mecz rwany, trochę szarpany, bo w Krakowie zawsze ciężko się gra. Naszym zadaniem było jednak zdobycie pięciu punktów i to zadanie udało się wykonać. Graliśmy zespołowo, przyłożyliśmy pięć razy, a jednocześnie byliśmy skuteczni w obronie, bo mimo wielu okazji, Juvenia nie zdobyła punktów z przyłożenia, a jedynie trzy „oczka” po rzucie karnym.

Po pięciu kolejkach Smoki z dorobkiem siedmiu punktów pozostają na przedostatnim miejscu w tabeli. Sopocianie jako jedyny niepokonany zespół utrzymuje pozycję lidera. Już za tydzień Ogniwo zmierzy się z mającą ogromne ambicje Skrą Warszawa, a Juvenia na wyjeździe zagra z Pogonią Siedlce – trzecią drużyną minionego sezonu.

Juvenia Kraków – Ogniwo Sopot 3:27 (3:10)
Juvenia: Igor Kocimski 3.
Ogniwo: Mateusz Mrowca 10, Irakli Ciwciwadze, Roman Żuk 5, Kacha Kawtaradze 5, Wojciech Piotrowicz 2.
Żółte kartki: Scott Clark, Mateusz Polakiewicz (Juvenia), Mateusz Plichta, Robert Graban (Ogniwo)

Juvenia: Mariusz Tumiel (41’ Marcin Siemaszko), Krzysztof Jopert (41’ Adam Grabski), Scott Clark (60’ Krzysztof Pszyk), Jan Krawiec (44’ Szymon Szczepański), Jakub Syska, Paweł Warzecha (27’ Adam Grabski – zmiana czasowa na I linię), Marcin Morus, Maciej Dorywalski, Grzegorz Gołębiowski (64’ Dariusz Janik), Igor Kocimski, Bartłomiej Janeczko (64’ Rafał Lewicki), Mateusz Polakiewicz, Michał Jurczyński, Jakub Rapacz, Patryk Sakwa.

Ogniwo: Marcin Wilczuk (41’ Kaka Kawtaradze), Jakub Burek (55’ Marek Zając), Dmytro Mokrecow (41’ Radosław Bysewski), Adam Piotrowski, Irakli Ciwciwadze (60’ Maciej Nurzyński), Stanisław Powała-Niedźwiecki, Wiktor Wilczuk (41’ Jan Mroziński), Robert Graban, Mateusz Plichta, Paul Walters, Aleksander Czasowski (72’ Nikolas Wołowczyk), Wojciech Piotrowicz (60’ Mariusz Wilczuk), Mateusz Mrowca, Kacper Drewczyński (60’ Dawie Grundlingh), Roman Żuk.